czwartek, 3 marca 2016

04. Life Is A Party

- A ty gdzie się wybierasz? - zatrzymał mnie Max. Właśnie miałam wyjść ze szkoły, kiedy ten fiut tak po prostu chwycił mnie za łokieć i zaciągnął do składzika na miotły.
Zamknął za sobą drzwi i zaczął się do mnie przybliżać.
- Max odwal się - powiedziałam kładąc ręce na jego klatce piersiowej, próbując go odepchnąć.
- Przestań Holl - powiedział będąc już naprawdę blisko mnie - Jeszcze niedawno cię to radowało.
Gdy nachylał się, by mnie pocałować szybko odwróciłam głowę w drugą stronę, ale on się nie poddawał.
- No dawaj, wiem że za tym tęsknisz.
- Nie, Max ja...
- Powiedziała nie - usłyszałam niski głos Dylana. Chłopak miał groźny wyraz twarzy, którym obdarzał teraz mojego chłopaka - To takie trudne słowo? Przecież ma tylko trzy litery.
Max brutalnie popchnął mnie na ścianę, przez co uderzyłam się głową o coś twardego. Dylan chciał do mnie podbiec, ale Max skutecznie go powstrzymał ruchem ręki.
- Kim ty jesteś, że mi rozkazujesz? - wydyszał mu prosto w twarz.
- A kim ty jesteś, żeby ją bić! - wykrzyknął mijając Max'a i podbiegając do mnie - Nic ci nie jest? - zapytał łagodnym głosem.
- Przeżyję - odpowiedziałam zmuszając się do uśmiechu.
Chłopak, chyba mi nie uwierzył, bo odgarnął mi włosy w miejscu w którym się uderzyłam. Badawczym wzrokiem obejrzał to miejsce, po czym złapał mnie za rękę i wyprowadził. Gdy wyszliśmy ze szkoły powiedział:
- Idziemy do szpitala.
- Co? Nie! - zaprotestowałam.
- Holl, masz rozciętą skórę na głowie! - odrzekł zatrzymując się - Lekarz musi to zobaczyć! A co jeśli jest to poważniejsze niż nam się wydaje? Ten dupek gorzko pożałuję!
- Dylan! - przerwałam mu - Nie mieszaj się w to, błagam. Max może ci zrobić krzywdę.
- Nie boję się go.
- Ale ja boję się o Ciebie! - wykrzyknęłam tupiąc nogą. Dylan wydawał się złagodnieć. Spojrzałam prosto w jego przepiękne, bursztynowe oczy i... O matko. Chyba oszalałam, bo miałam ochotę go pocałować.
- Jeśli Cię skrzywdzi, przemebluje mu twarz - skomentował krótko i pociągnął mnie dalej do wyjścia.


***

- Kim był ten skurwiel?! - krzyczał Max prosto do telefonu.
Nawet nie wiem dlaczego odebrałam, po incydencie w składziku ostatnią rzeczą jakiej mi trzeba, jest rozmawianie z Maxem. Na szczęście Dylan jest z Tylerem na meczu baseballowym, więc nie muszę się martwić, że coś usłyszy. Nie chcę, żeby się chłopak martwił.
- Mój nowy współlokator i nie skurwiel, tylko Dylan! 
- Zabujałaś się w nim?! Holl do jasnej cholery! Obiecuję znajdę go i zatłukę! Obiecuję! - i rozłączył się. Nawet nie miałam szansy na niego nawrzeszczeć.

 Po godzinie chłopaki wpadli do domu cali umalowani na pomarańczowo i niebiesko.
- Metsi wygrali! - krzyczał Tyler.
Dylan głośno zatrąbił w plastikową trąbkę z logiem Metsów, a ja chyba właśnie ogłuchłam.
- Debile! - skarciła ich Crystal - Nie tylko my tu mieszkamy!
Dylan podejrzliwie zmierzył nas obie wzrokiem. Dopiero teraz się zorientowali, że mamy na sobie sukienki. Ja miałam srebrną sukienkę do połowy uda, czarne szpilki i włosy zgrabnie spięte w kok. Crystal natomiast, nieco odważniejszą, czarną miniówkę i czarne szpilki. Włosy pofalowała lokówką, pozwalając im opadać na ramiona.
- Wow - wzrok Dylana zawiesił się na mnie - Wyglądasz ekstra! Gdzie się wybieramy?
Poczułam jak policzki mi płoną pod makijażem. Chwała Crystal, że opowiedziała za mnie, bo chyba palnęłabym jakieś głupoty.
- Na imprezkę! Jeśli chcecie iść to lepiej się ruszcie, zaraz wychodzimy.
Chłopcom nie trzeba było dłużej powtarzać. Zaczęli się przepychać; Tyler by zmyć pomarańczowo-niebieską twarz, a Dylan by zrobić sobie miejsce do pokoju.
Po kilku minutach stali przed nami gotowi. Dylan miał ciemne dżinsy, niebieski t-shirt, a na to narzuconą koszulę w kratę. Tyler postawił na prostotę; dżinsy i koszulka. Zanim się obejrzeliśmy byliśmy na miejscu.
- Podbijemy tę budę! - ryknął Tyler parkując samochód, na co wszyscy zgodnie zawyliśmy.



***

 Od dawna się tak nie bawiłam! Tego mi było trzeba, odrobiny szaleństwa w gronie znajomych. Właśnie kończyłam tańczyć, już trzecią z rzędu piosenkę z Crystal. Kiedy muzyka zatrzymała się na chwilę, by ustąpić miejsca nowej, ja zaproponowałam, że pójdę się napić. Przy barze stał Dylan dopijający swoje piwo.
- Jak się bawisz? - spróbował przekrzyczeć muzykę.
- Zajebiście - odkrzyknęłam zamawiając drinka.
Ledwo upiłam łyka swojego Martini, a Dylan poprosił mnie do tańca. Co było dziwne, z obcymi facetami tańczyłam bez problemu, nie wstydząc się, tak teraz poczułam jak policzki płoną żywym ogniem. Oczywiście zgodziłam się i już byliśmy na parkiecie podrygując przy rytmie piosenki.
 Przetańczyliśmy chyba z pięć, po czym Dylan zaproponował, że pójdzie po coś do picia. Pokiwałam głową, więc chłopak natychmiast zniknął w tłumie, przepychając się do baru. Nagle mój telefon zawibrował. Wyjęłam go i odczytałam wiadomość czując, jak staje mi serce.

Od: Max

Jesteś na tej imprezie prawda? Czy Dylan jest z tobą?

Cholera, on też tu jest. Szybko odpisałam i schowałam telefon, wracając do tańczenia.

Od: Ja

Nie, nie ma go. Daj sobie spokój.


 Rany! Dylan bez wahania stwierdził, że to najlepsza impreza jego życia. Przepychał się pomiędzy tańczącym tłumem pijanych już nastolatków. Podbiegł do baru i zamówił dwa piwa. Ledwo złożył zamówienie, a poczuł jak ktoś szturcha go w ramię. Myśląc, że to Holland obrócił się z uśmiechem, który jednak szybko zniknął, kiedy zobaczył kto go zaczepił.
- Czego chcesz Max? - zapytał wzdychając.
- Odczep się od Holland - powiedział bez ogródek blondyn. Nie wyglądał dość przyjaźnie, jednak to nie zraziło Dylana.
- Słuchaj, jestem jej współlokatorem, nie mogę się tak po prostu od niej odczepić. Zwłaszcza jeśli ma nieokrzesanego chłopaka  z problemami z agresją - ledwo powiedział te słowa i dostał od niego w szczękę.
Nie dał się zastraszyć, o nie. Ten chłopak raz na zawsze popamięta Dylana O'Briena! Nie tracąc czasu na przemyślenia, rzucił się na chłopaka z pięściami.Uderzył go z całej siły w nos, przez co ten upadł. Tłum natychmiastowo się rozstąpił, ułatwiając Dylanowi przygniecenie go do podłogi. Siedział mu na klatce piersiowej grzmocąc raz po raz w twarz i w brzuch. Max wystrzelił nogi do góry przez co ten poleciał do góry, lądując następnie na plecach. Zamienili się miejsca i teraz to on uderzał go z całej siły w twarz.


***

 Nagle podbiegła do mnie Crystal z Tylerem, wyglądali na zaniepokojonych.
- Co się dzieje?- zapytałam przerywając taniec.
- Dylan! - wykrzyknął Tyler.
- Max go znalazł - dopełniła wypowiedź Crystal. 
Tyle mi wystarczyło. Cholera, przecież on może zrobić mu krzywdę! Crys chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w stronę baru. Na podłodze zobaczyłam Max'a, który siedział na klatce piersiowej Dylana uderzając go w twarz z siłą torpedy. On też nie wyglądał najlepiej' miał ogromnego siniaka na szczęce, a z nosa sączyła mu się krew. Serce mi zamarło, kiedy zobaczyłam Dylana; cały we krwi, która przysłaniała mu widoczność. Zaczynał się dławić czerwoną cieczą, która skapywała mu dosłownie na całą powierzchnię twarzy.
- Max pieprzony gnojku! - ryknęłam na cały głos. Mój chłopak oderwał się od, prawie nieprzytomnego Dylana i spojrzał mi w oczy - Z nami koniec skurwysynu! Słyszałeś? Koniec!
Wyglądał na zaskoczonego. Podbiegł do mnie i zaczynał coś mówić, silnie gestykulując, jednak odepchnęłam go z całą siłą w tłum i podbiegłam z Tylerem do Dylana.
- Nic ci nie jest? - zapytał podnosząc go z ziemi.
Chłopak wymruczał coś o jedzeniu i więcej nic nie mówił, tylko jęczał z bólu. Tyler skinął w moją stronę, abym mu pomogła, więc wzięłam go pod drugie ramię i pobiegliśmy do samochodu.


***

 Tyler o dziwo nie wypił ani kropli alkoholu, więc mógł dalej prowadzić. Siedziałam na tylnym siedzeniu pilnując Dylana, który leżał, z głową na moich udach. Głaskałam go po włosach i szeptałam, że wszystko będzie ok, jednak w środku denerwowałam się jak cholera. Chłopak wydawał się powoli uspokajać, a nawet zasnął na krótko.
- Umrę tutaj? - wymruczał dotykając swojej czerwonej od krwi twarzy.
- Nic ci nie będzie - wyszeptałam, nachylając się nad nim - Obiecuję - pocałowałam go w czoło.
Dylan powoli się odprężył. 
- Jesteśmy! - zawołał Tyler.
Podniosłam wzrok i rzeczywiście, wjeżdżaliśmy już na parking koło szpitala. Tyler szybko zaparkował i wyskoczył z wozu, jak oparzony.

 Doktorzy szybko zajęli się Dylanem, widząc w jakim jest stanie. Oczyścili rany, założyli kilka szwów nad łukiem brwiowym i gips na lewą rękę. Staliśmy teraz z Tylerem i Crystal nad łóżkiem posiniaczonego O'Brien'a, który kłócił się z lekarzami.
- Nic mi nie jest - upierał się.
- Chłopcze, porządnie cię pobili, musisz odpoczywać - tłumaczył lekarz poprawiając stetoskop na szyi.
- Ale... - przerwał łapiąc cię za głowę.
- A widzisz! - powiedział doktor z satysfakcją - Migreny. Odpoczywaj, ja pójdę do innych pacjentów.
Chłopak ze złością opadł na poduszki i popatrzył na nas.
- Serio nic mi nie jest.
- Aha, a mój kot jest prezydentem - skwitował Tyler zakładając ręce na piersi.
- Nie masz kota - wymruczał Dylan podciągając się do pozycji siedzącej.
- O to chodzi.
- Dobra, skończmy dyskusje o wyimaginowanym kocie Tylera i wynośmy się z tego szpitala w cholerę! - nagle wybuchł gestykulując silnie. Przez chwilę zamiast jego twarzy widziałam Maxa na imprezie. Gestykulował tak samo.
- Jezu! - Crystal wyrzuciła ręce w górę i usiadła na skraju łóżka Dylana - Jesteś niepoważny! Widziałeś się w lustrze?
Na te słowa ręce Dylana powędrowały do swojej twarzy macając nos, czoło i usta. Chyba wyczuł szwy na brwi, bo zmarszczył nieco brwi czując ich chropowatą teksture. Wymacał też guza na skroni, który wyrósł mu zapewne po spotkaniu z posadzką.
- Ale... - zaczął, opuszczając ręce - Nadal jestem przystojny?
Na jego słowa chcąc nie chcąc, wszyscy parsknęli śmiechem. Paru lekarzy zwróciło na nas uwagę z uśmiechem błądzącym na ich twarzach, jednak szybko zajęli się swoimi sprawami.
- Tak, nadal możesz wyrywać laski stary. Tylko jako Quasimodo - odpowiedział Tyler dławiąc śmiech, kiedy na jego słowa twarz Dylana przybrała przerażony wyraz.
- On żartuje - powiedziałam przez śmiech. Na moje słowa Dylan odetchnął z ulgą i również zaczął chichotać pod nosem.
- A wiadomo kiedy dostane wypis?
- Za dwa dni jak obejdzie się bez powikłań - odpowiedziała Crystal.
- Bożeeee! - jęknął - Nie da się szybciej?
- A chcesz usłyszeć z rana, że potwór pałęta się po NY? Nie? To siedź gdzie siedzisz - odparł Tyler klepiąc przyjaciela po ramieniu, kiedy ten burknął jakieś przekleństwo pod adresem przyjaciela.
- Niedługo stąd wyjdziesz, a wtedy ugotujesz nam przepyszny obiad - odparłam z uśmiechem widząc jego zdziwioną twarz.
- O czym ona mówi? - zwrócił się do Crystal, która zaśmiała się kręcąc lekko głową.
- Za dwa dni ty gotujesz.
- O matkooo - jęknął przeciągle chowając twarz w dłoniach - Dobije mnie ktoś!


----------------------------------------------------------
Bam! Wracam niczym Crystal do Wolfa ( ͡° ͜ʖ ͡°) poza tym zastanawiam się czy nie przenieść historii na Wattpada, ale to jeszcze niepewne 

czwartek, 4 czerwca 2015

03. Chyba czas się bliżej poznać

 - Hej, hej Tyler - mówiłam cicho, potrząsając Posey'em - Obudź się.
Wydał z siebie niezrozumiały charkot, więc postawiłam wszystko na jedną kartę.
- WSTAWAJ! - wrzasnęłam mu prosto w ucho. Tyler jak poparzony wyskoczył z łóżka, odrzucając mnie, przynajmniej na metr odległości od niego.
 Wygramolił się z pościeli i usadowił w pozycji siedzącej - Jezu, Holland. Pali się, czy ktoś umiera? - wysapał.
- I jedno i drugie - powiedziałam okręcając się na pięcie, gotowa wyjść z pokoju - Pierwszy dzień szkoły czas zacząć! - i wyszłam.


***


Dylan chwycił oburącz lewę ramię plecaka, powoli zmierzając w stronę naszego auta.
- Pospiesz się! - zatrąbiła kilkakrotnie Crystal.
Chłopak przyspieszył nieznacznie i usiadł na tylnym siedzeniu.
- Pierwsze dni szkoły, są do dupy - odparł opierając się, zapinając przy tym pas.
- Mnie to mówisz? Dziś rano umyłem ręce pięć razy. I myślę, że wypłowiały - skomentował Tyler, pokazując nam swoje, faktycznie nieco jaśniejsze, dłonie.
- Koniec pogaduszek, jedziemy do piekła! 
Crystal nacisnęła z całej siły pedał gazu i ruszyliśmy.


Uczelnia była... no w sumie zwykłą uczelnią. Szliśmy wybrukowanych chodnikiem, a Tyler z Dylanem rozglądali się, zapoznając z otoczeniem.
 Po lewej stronie boiska znajdowało się boisko do koszykówki, na której kilkoro pierwszoroczniaków rzucało do kosza. Po lewej kilka stołów, przy których można było zjeść lunch. 
- Pierwszy od lewej jest nasz - powiedziała Crystal zauważając, czemu przyglądają się nowi - W sensie, razem z Holland często przy nim jemy. Zazwyczaj nikogo tam nie ma.
Weszliśmy przez szklane drzwi, które już nie raz zostały trafione piłką do kosza. Korytarz był wypełniony po brzegi studentami, którzy nawet nie raczyli zwrócić na nas uwagi. Codzienność. 
- Zawsze tak przyjmują nowych? - powiedział Tyler, udając urażonego.
- W zasadzie, to w ogóle ich nie zauważają, póki nie przedstawi ich dyrektor. Co macie pierwsze? 
Wzrok Tylera spoczął teraz na Dylanie, który wyją z kieszeni dżinsów pomiętą kartkę papieru. Jego źrenice przelatywały z góry na dół, szukając odpowiedniego zapisku.
- Improwizację z...
- O Jezu - przerwała mu Crystal. Dylan skupił na niej wzrok unosząc jedną brew - Cyba chcą was pozabijać, w pierwszy dzień. Bourne, jest w cholerę wymagający.
- Aż tak?
Wtedy Crystal zaczęła opowiadać, jak to kiedyś na pierwszym roku, nawrzeszczał na dziewczynę, bo zająknęła się pod koniec kwestii. Według mnie, nie był taki zły. W sumie, to miałam wrażenie, że traktuje mnie ulgowo, co mi nie przeszkadzało aż tak bardzo, jednak czasami czuję się słabsza od innych. Crystal zawsze mówi, że mam lepiej, ale twierdzi tak tylko dlatego, że ubzdurała sobie, że Bourne uwziął się na nią. W sumie miała trochę racji, bo uwziął się na WSZYSTKICH z wyjątkiem mnie. Może boi się, że się rozpłaczę, jak podniesie na mnie głos, czy coś. Nie wiem co we mnie ujrzał, ale mam 99-procentową pewność, że nic dobrego.
- Pewnie sobie czymś zasłużyła...
- Nieważne! Sami się przekonajcie. Korytarzem na lewo, pierwsze drzwi - tłumaczyła Crystal gestykulując przy tym jak najęta. Chwyciła mnie za rękę i pociągnęła na zajęcia z monologu.


***

- Korytarzem na wprost! - sprzeczał się Tyler.
- Mówię ci, że na prawo.
- Chyba stary, przyjebałeś w czyjąś szafkę... Na wprost!
- Jeśli już ktoś w coś przyjebał to ty... Crystal mówiła, że na prawo! 
Było już chyba trzy minuty po dzwonku.
- Na wpro...
- Dziewczyna. - przerwał mu Dylan.
- Co?!
- Choć spytajmy ją - wskazał palcem na blondynkę która miała już pędzić w lewo, kiedy Dylan złapał ją za ramię - Hej, jestem Dylan, a ta szmata, o tu, to Tyler, mój przyjaciel. Jesteśmy nowi i nie wiemy gdzie jest klasa Bourne'a. Orientujesz się może którędy? 
Dziewczyna, nie odrywała wzroku od Dylana, ciągle się uśmiechając.
- Korytarzem w lewo, pierwsze drzwi - odparła w końcu chichocząc.
- Ohh... jednak na lewo... no nic! Stokrotne dzięki - mówił Dylan, po czym cmoknął ją w policzek i pociągną przyjaciela za sobą.
Wparowali do klasy równo pięć minut po dzwonku.
- Dzień dobry! - prawie że wykrzyczał Dylan - Przepraszamy za spóźnienie zgubiliśmy się. Ta szkoła jest taka... - wtedy napotkał surowy wzrok nauczyciela stojącego naprzeciwko nich.
Miał krótkie jasne włosy, i zarost. Na jego twarzy dało się zauważyć kilka zmarszczek, świadczących o jego wieku. Na oko Dylana, mógłby mieć około 40 lat, choć sam chętnie powiedziałby mu, że ma 60. Mimo, iż kąciki jego ust unosiły się nieznacznie, jego wzrok był chłodny. Poczuł jak ogromna gula staje mu w gardle, uniemożliwiając kontynuowanie przemowy.
- O'Brien! Posey! Proszę szybko zająć miejsca. Radziłbym mi nie przerywać - wypowiedział te słowa tak spokojnie, że aż przerażająco.
 Dylan spojrzał na towarzysza i napotkał jego równie przerażone spojrzenie. Kiwną w stronę ławki na końcu środkowego rzędu, i razem poczłapali w tamtym kierunku.
- Ci dwaj, to wasi nowi koledzy. Życzę miłej zabawy w ich towarzystwie - dotarł do nich głos Bourne'a.
Ledwo zdążyli zająć miejsca i nauczyciel znów przemówił:
- Jako, iż nam chamsko przerwano... O'Brien! - Dylan przerażony uniósł wzrok i spojrzał prosto w niebieskie oczy psora - Do mnie.
Powoli wstał z ławki, posyłając ostatnie spojrzenie przyjacielowi, który tylko wzruszył ramionami. Czuł na sobie wzrok całej klasy, gdy zmierzał do belfra. Spokojnie stanął obok profesora, od którego był nieco wyższy i czekał, aż wyda mu polecenie.
- Klasa poda ci jakiś przypadkowy temat, a ty masz go w jakiś sposób przedstawić.
- Bez skryptu? - wymruczał.
- Na tym polega improwizacja chłopcze - usłyszał pomruk, który miał być chyba chichotem klasy.
Czekał w napięciu, aż ktokolwiek poda jakikolwiek temat, drżąc w środku i modląc się, aby był łatwy.
- Zombie - wymruczał ktoś.
- Oklepane - skomentował szybko Bourne.
- Szkoła
- Proszę was...
- Magia
- Nie jesteśmy w Hogwarcie. Błagam jakiś sensowny temat.
- Depresja - ledwo usłyszał głos spod okna, który należał do przerażająco bladego chłopaka z grzywką.
- Słyszałeś O'Brien. Pokarz nam depresję.
Wziął głęboki oddech i już miał mówić, kiedy nagle do klasy wkroczyła ta sama dziewczyna, która wskazała mu drogę do sali.
- Przepraszam za spóźnienie profesorze, ja...
- Kelly! - przerwał jej wpół zdania, podnosząc nieco głos - Spóźnienie. Siadaj na miejsce i siedź cicho.
Wtedy napotkał jej wzrok, utkwiony w nim. Uniósł nieco brew, ale ona tylko przewróciła oczami zmierzając do swojej ławki.
- Kontynuuj O'Brien. Depresja.
Dylan odchrząknął cicho i zamknął oczy, by zaraz otworzyć je, pełne łez.
- Czuję się taki mały. W istocie jestem mały. Najmniejszy. Nikt mnie nie potrzebuje. Każdy olewa. Czuję się jak bańka mydlana. Z początku piękna i zdumiewająca, nadmuchana tylko po to, aby później pęknąć i zniknąć z pamięci ludzkiej na zawsze. Czuję się niepotrzebny. Dzień w dzień zachodzę w głowę, czy ktokolwiek, będzie o mnie pamiętał po śmierci. Może już powinienem pęknąć? Może, Bóg niepotrzebnie dalej trzyma mnie przy życiu, może chcę bym wziął sprawy w swoje ręce? Tak też zrobię. Pęknę.*
Za każdym razem kiedy wymawiał pojedyncze słowo, jego ręce i głos drżały coraz bardziej i bardziej, aż w końcu, kiedy mówił o samobójstwie, zaczął twardnieć.
 Spojrzał na miny klasy. Niektórzy z wrażenia otworzyli usta, inni przyglądali się z szeroko otwartymi oczyma, nawet chłopak z grzywką, wyglądał na pełnego podziwu. Tylko Tyler oparł się nonszalancko, trzymając ręce założone na piersi. Uśmiechał się i kiwał głową, tak jakby to on go wszystkiego nauczył. Nagle po klasie rozległy się oklaski, które zapoczątkowała chyba dziewczyna, którą zapytał wraz z Tylerem o drogę.
- Dobrze O'Brien - wypowiedział spokojnie Bourne, tym samym kończąc oklaski - Wracaj na miejsce, dostajesz sześć, na zachętę, tylko więcej się nie popisuj.
Dylan uśmiechnął się szeroko i powędrował na miejsce cały w skowronkach, pokazując uniesiony kciuk Tylerowi, który poklepał go po plecach szczerząc się.




***


Popędziłam w stronę naszego stoliku i ujrzałam tam Crystal, pałaszującą lunch. Szybko dosiadłam się do niej rzucając tacę na stół i niemal natychmiast powiedziałam:
- Słyszałaś?!
- Jasne. O'Brien nową gwiazdą szkoły - powiedziała, wgryzając się w kanapkę.
- Czyli praktycznie... nic nam o nim nie wiadomo.
- Mhm... prfaktycfnje** - powiedziała z pełną buzią.
Niemal natychmiast dostrzegłam Posey'a z O'Brienem, zmierzających ku nam.
- Witam młode damy - przywitał nas Tyler szamiąc jabłko.
- Witamy króla i jego giermka - odpowiedziała oschle Crystal.
- Nie przesadzasz?
- Nope.
- Co z nią? -szturchnął mnie w ramię Dylan.
- Zazdrości ci talentu. Po prostu się nie docenia.
- Za to przecenia mnie.
- Z tego co słyszałam, to byłeś naprawdę niesamowity. Żałuję, że urodziłam się rok po tobie, mogłabym to wtedy zobaczyć.
Dylan tylko parskną krótkim śmiechem i zajął się jedzeniem, starając się nie słuchać kłótni Tylera i Crystal.
Reszta dnia minęła dość spokojnie, wyrzucając wzmianki Crystal o Dylanie i jego wystąpieniu. Wróciliśmy ze szkoły prawie o tej samej godzinie, gdyż Tyler miał jeszcze zajęcia z reżyserii. Cała trójka z rezygnacją rzuciła się na kanapę.
- Jezu.
- Boże.
- Matko.
Mówiliśmy jednocześnie. Zapadła cisza, przerywana jedynie przez nasze ciężkie oddechy. To był naprawdę ciężki dzień.
- Holl? - zapytał nagle Dylan.
- Tak?
- Możemy porozmawiać?
Poczułam jak coś uwiera mnie w gardło, nie wiem w sumie dlaczego. Przez chwilę cisza nadal trwała aż w końcu wydusiłam z siebie ciche "jasne". Podniosłam się, a Dylan za moim przykładem. Udaliśmy się do mojego pokoju, pozostawiając zdziwioną Crystal samą na kanapie. Zamknęłam za sobą drzwi czekając, aż chłopak coś powie, ale on tylko oparł się o ścianę i patrzył w podłogę. Po chwili ciszy która zdawała się trwać wieczność, wykrztusił:
- Nie będziesz mnie traktować jakoś... no wiesz... inaczej po tym wszystkim co...
- Nie, skądże - przerwałam mu spokojnie - Czemu uważasz, że miałabym cię traktować jakoś inaczej?
- No bo widzisz zachowanie Crystal. Pokłóciła się z Tylerem o mnie. Jakby było się o co kłócić, a ja tylko... zrobiłem to co mi kazał Bourne - powiedział unosząc wzrok na mnie.
- Crystal już taka jest, niedługo jej przejdzie.
Znowu cisza. Kiedy między nami zrobiło się tak... niezręcznie?
- Mogę cię o coś zapytać? - przerwałam ciszę.
- O co tylko chcesz.
- Dlaczego Nowy Jork?
Dylan westchnął ciężko i podszedł do mnie, stając obok.
- Urodziłem się tu. Ale... kiedy miałem 10 lat, mama zmarła na raka - wydobyłam z siebie krótki, zduszony wdech, którego ten albo nie słyszał, albo zignorował - Ojciec bardzo to przeżył. Postanowiliśmy (a właściwie on, bo mi tam było dobrze) wyjechać do Kalifornii***. Kilka miesięcy przed przeprowadzką tu, powiadomiłem tatę, że wracam, że nie wytrzymam tu dłużej. Tęskniłem za domem, za Metsami...
Tu przerwał, chyba czekał na moją reakcję, albo nie miał już nic więcej do powiedzenia.
- Przykro mi... z powodu mamy - wydusiłam po chwili wstrząsu.
Dylan uniósł lekko kąciki ust i nie odzywał się już, więc postawiłam zmienić temat na nieco przyjemniejszy.
- Jak poznałeś Tylera?
- W Nowym Jorku, nasi rodzice się kumplowali. Praktycznie razem się wychowaliśmy. Kiedy tata uświadomił rodziców i samego Tylera o wyjeździe, młody uparł się, że jedzie z nami. W końcu jego starzy się zgodzili i pojechali razem z nami. A jak ty się poznałaś z Crystal? - spojrzał na mnie, tym samym, zmuszając bym ja również spojrzała na niego.
- W podstawówce. Byłam bardzo nieśmiałą dziewczynką, aż w końcu poznałam Crystal. Zaprzyjaźniłyśmy się od razu. Obie chciałyśmy zostać aktorkami... występować na dużym ekranie, poznać przystojnych aktorów - w tym momencie Dylan wydał z siebie uroczy chichot i nie mogłam się powstrzymać od odpowiedzenia tym samym - Nie mogłyśmy bez siebie żyć! W gimnazjum wybrałyśmy te same studia i... tak oto jesteśmy.
Dylan zmierzył mnie uroczym spojrzeniem. Poczułam jak się rumienie. Chłopak, nie przestając słodko się uśmiechać, odgarną mi włosy z twarzy. Uśmiechnęłam się do niego, czując jak policzki płoną mi żywym ogniem.
- Przeszkadzam? - usłyszałam głos i razem z Dylanem odskoczyliśmy od siebie, jak poparzeni.
W drzwiach stała Crystal uroczo się uśmiechając. Chyba chciała wyglądać niewinnie i może by jej się to udało, gdyby nie fakt, że miałam ochotę ją teraz udusić. W sumie nie wiem dlaczego. Może dlatego, że zacznie mnie teraz swatać z Dylanem?
- Nie, nie! - wyjąkał Dylan.
- My tylko rozmawialiśmy - dodałam w pośpiechu.
- Taa, jasne.
- Naprawdę! Poza tym, Holl ma chłopaka.
W tym momencie zarumieniłam się jeszcze bardziej. Crystal chyba wróciła na ziemie, bo zmierzyła mnie spojrzeniem, przymrużając oczy. Uśmiech nie znikał z jej twarzy, kiedy mówiła:
- Jak tam chcecie. Tyler przyszedł, tym razem on gotuję.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zaczyna coś iskrzyć pomiędzy Holl i Dylanem :D Może troszkę za szybko, no ale nie mogłam się powstrzymać od umieszczenia jakiejś słodkiej scenki pomiędzy nimi.

*Tekst mojego autorstwa, inspirowane postacią Willa z książki "Will Grayson, Will Grayson"
**Błąd celowy
***Dylan naprawdę dorastał w Kalifornii, jednak przeniósł się tam w wieku 12, nie 10 lat

niedziela, 3 maja 2015

02. Przeprowadzka

Usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Crys! Możesz otworzyć drzwi? - zawołałam. Do moich uszu doszedł tylko pomruk niezadowolenia i już wiedziałam, że nie wygram. Ciężkim krokiem poczłapałam do drzwi.
Moim oczom ukazał się młody chłopak z ciemną karnacją. Miał czarne włosy i szczenięce oczka, które wydawały się całkiem czarne. Można było zauważyć, że ma lekko przekrzywioną szczękę.
- Hej, jestem Tyler - uśmiechną się i podał mi rękę, którą uścisnęłam prawie natychmiast.
- Holland, ale możesz mi mówić Holl - odparłam krótko, odwzajemniając uśmiech. Gestem zaprosiłam go do środka. Obejrzał się za siebie, jakby na kogoś czekając i przekroczył próg mieszkania.
 Przeszedł przez wąski korytarz. Znajdowało się w nim jedynie kilka półek na książki i album, oraz wieszak na ubrania. Gość przytrzymał się na chwilę by obejrzeć zdjęcia zawieszone na ścianach. Na niektórych byłam ja z Crystal, a na jeszcze innych rozmaite krajobrazy.
- Umm... przepraszam. Nie zapytałem, czy mogę - speszył się widząc, ze obserwuję co robi. Odparłam krótko, że nie przeszkadza mi to i poszliśmy dalej.
 Na lewej ścianie korytarza były drzwi prowadzące do mojego pokoju, a dalej do pokoju Crys. Po prawej przejście do salonu. Prosto zaś łazienka. Tyler bez zastanowienia poszedł w stronę salonu, a ja tuż za nim. Salon był największym pomieszczeniem w mieszkaniu; była tam plazma zawieszona na głównej ściance, skórzana kanapa, szklany stolik na kawę, na którym walały się czasopisma. Oprócz tego komody na bibeloty Crystal, oraz puchowy dywan (również Crys). Salon był połączony z kuchnią, a kuchnia jak kuchnia; średniego rozmiaru z podstawowymi akcesoriami.
- No, no - skomentował krótko - Na żywo wygląda to zupełnie inaczej.
Nie wiedziałam jak odpowiedzieć, więc tylko uśmiechnęłam się serdecznie i wbiłam wzrok w podłogę. W salonie znajdowały się jeszcze dwoje drzwi, czyli pokoje w których mieli zamieszkać Tyler wraz ze swoim kolegą. A właściwie, to gdzie on jest? Nie powinien obejrzeć mieszkania razem z nim? Może opis na ogłoszeniu zupełnie mu wystarczył, albo chcę mieć niespodziankę?
- Tam są drzwi do naszych pokoi?
Podniosłam wzrok i ujrzałam go stojącego przy białych drzwiach.
- Emm, tak. Na lewo do twojego, na prawo do...
- Hej! - usłyszałam za sobą słodki głos Crystal. 
 Dziewczyna zmierzła w stronę gościa odsłaniając rząd idealnie równych i białych zębów. Była odstawiona, jak woźny na dzień nauczyciela. Legginsy, kurtka dżinsowa i jakiś podkoszulek. Włosy spięła w kok, pozwalając pojedynczym kosmykom wydostać się na wolność.
- Hej! Tyler - uścisną dziewczynę - Crystal prawda?
- Myhym, ale wolę Crys - podsumowała dziewczyna nie przestając się szczerzyć. Poważnie! Gdybym jej nie znała myślałabym, że ma paraliż twarzy - To obejrzymy twój pokój?
 Oboje wkroczyli do średniej wielkości pokoju z zielonymi ścianami. Znajdowała się tam kanapa i łóżko upchnięte w rogu. Na głównej ścianie biurko, nad nim półka. Oczywiście Crystal musiała wsadzić tam puchowy dywanik, który tak kocha. 
 Usłyszałam pojedyncze dzwonki do drzwi, przerywane pukaniem. Dzieciaki znów robią sobie żary? Poddenerwowana poszłam odtworzyć i już gotowa unieść głos na bandę smarkaczy szarpnęłam za klamkę. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy w drzwiach ujrzałam Dylana. Chłopak również zdziwiony, nie ukrywał uśmiechu i podekscytowania.
- Holland? - powiedział chichocząc.
- Czyli to do mnie wprowadza się twój, chudy tyłek - zażartowałam, może trochę zbyt bezpośrednio, jednak Dylan zaśmiał się, co oznaczało, że nie dałam plamy.
 Uściskaliśmy się szybko i oprowadziłam go po mieszkaniu. Jego pokój różnił się od pokoju Tylera, jedynie kolorem ścian, gdyż Dylan, kiedy gadał z Crystal przez telefon kilka miesięcy temu, zażyczył sobie granatowe ściany.
- Fajny dywanik - podsumował trąc skarpetkami o wspomniany wcześniej dywan.
- Pomysł Crystal. Uwielbia te puchate...
- Widzę, że już poznałaś Dylana - ni z tego, ni z owego za mną pojawił się Tyler i Crystal.
- Tak, spotkaliśmy się w skle... Au! - nadepnęłam niezauważalnie na stopę Dylana, a ten posłał mi zdziwione spojrzenie.
- W parku, kiedy szukałam portfela - mrugnęłam porozumiewawczo w jego stronę. Wydawał się rozumieć moje intencję.
- No tak. W parku. Szukała portfela. Znalazła. - próbował wybrnąć z sytuacji. Tyler z Crystal patrzyli na nas otumanieni, więc szybko zaproponowałam, że zrobię kawę.
 Stałam w kuchni podczas, gdy towarzysze siedzieli w salonie oglądając jakiś głupi teleturniej i co jakiś czas wybuchając śmiechem. Tyler i Dylan byli bardzo mili i zabawni, czyli powinno się z  nimi przyjemnie mieszkać. 
- Uważaj, bo przyśniesz nad tym ekspresem - usłyszałam za sobą głos Dylana i aż podskoczyłam. Faktycznie zamyśliłam się na długo.
- Człowieku, nie strasz! - odparłam łapiąc się za serce, udając, że mam zawał. Chłopak uśmiechną się odsłaniając zęby. Nagle poczułam w kieszeni burczenie. Mój telefon. - Przepraszam - powiedziałam szybko.
 Spojrzałam na wyświetlacz. Max. Mój chłopak. Niedawno się pokłóciliśmy (warto dodać, że trzeci raz w tygodniu) znowu o to samo. Max nalega bym wyjechała z nim do Los Angeles, ale mi jest dobrze tu. W Nowym Yorku, z Crystal. Od czasu kłótni Max ciągle wydzwania, jednak zazwyczaj go olewam. Nie wiem co mnie do tego skusiło, ale tym razem odebrałam.
- Czego chcesz? - rzekłam oschle.
- Holl, proszę porozmawiajmy - usłyszałam jego głos w słuchawce.
- Tak się składa, że aktualnie nie mam czasu.
- Wprowadzili się?
- Oglądają dom. Poza tym! Nie twój zasrany interes.
- Tak się składa, że mój. Dwójka nieznajomych facetów wprowadza się do mojej dziewczyny i co, ja mam się nie martwić? - jego głos był spokojny, ale było w nim coś, co mnie zaniepokoiło. Tak właśnie brzmi chłopak, który za wszelką cenę chce być spokojny, ale jednocześnie w środku cały się gotuję.
-  Słuchaj, ta rozmowa już tak od godziny nie ma sensu. Nie pojadę z tobą. Słyszysz? NIE. Więc skończ już te dziecinną gadkę, jak bardzo mnie kochasz i się o mnie troszczysz.
- Chociaż to przemyśl...
- Nie! - przerwałam mu w połowie zdania - Już zadecydowałam, a jeśli nie umiesz tego przyjąć do wiadomości, to już twój problem. Cześć.
 Szybko się rozłączyłam zanim chłopak zaczął swoją gadkę od nowa. 
- Chłopak? - głos Dylana był jakiś inny. Nie był już wypełniony po brzegi radością, teraz brzmiał troskliwie i spokojnie.
- Tak - wymruczałam tylko. Odwróciłam się do niego przodem. - Namawia mnie do wyjazdu z nim.
- Ale... Chyba ty nie chcesz...
- Nie! - przerwałam mu szybko - Wolę zostać tu, z wami.
Dylan uśmiechną się, ale jego oczy nadal wyrażały troskę. Co z tym chłopakiem jest nie tak? Czemu nie mogę go rozgryźć?
- Może ja się nie będę wtrącać. No wiesz... słabo się znamy.
- Nic nie szkodzi - uśmiechnęłam się.
Chłopak powoli odwrócił się i dołączył z powrotem do śmiejących się przyjaciół.

***

 Chłopaki z wysiłkiem taszczyli ciężkie pudła, w których mieli swoje rzeczy osobiste.
- Jezu! Nawet ja nie mam tylu bibelotów co wy! - skomentowała Crystal otwierając drzwi do  mieszkania.
- Może mniej gadania, więcej pomagania! - zawołał Dylan zza pudła. Crystal popatrzyła mi w oczy i skinęła głową w stronę Dylana i Tylera. 
 Na policzkach mieli czerwone plamy, a na czołach kropelki potu. Dyla nadął policzki z wysiłku, przez co wyglądał jeszcze bardziej zabawnie. Tyler natomiast szybko wsysał i wypuszczał powietrze ustami, zapluwając się od czasu do czasu. Nie mogłam się powstrzymać od parsknięcia śmiechem.
- No nie przesadzaj! - wysapał Tyler - Aż tak śmiesznie nie wyglądamy!
- Wyglądacie - powiedziałam równocześnie z Crystal. Ostatecznie pomogłyśmy im przenieść pudła do ich pokoi.
 Crystal zaproponowała pomoc Tylerowi, zatem mi pozostał Dylan. Weszłam do jego pokoju, gdzie już wkładał skarpetki do szuflad. Podeszłam bliżej i zobaczyłam, że w pudełku leży chorągiewka Metsów. Wyjęłam ją i pomachałam.
- Wiesz, że gdybyś się pozbył takich pierdół jak te, miałbyś mniej do taszczenia?
Dylan odwrócił się i wyrwał mi chorągiewkę, szczerząc się przy tym jak zwykle.
- Oddaj! Metsi to nie pierdoły! 
Rozpakowywanie się minęło nam na żartach i wygłupach. Tyler i Crystal wcześniej skończyli, zatem dołączyli do nas. Dylan wziął młotek i gwóźdź i przybił do ściany nad biurkiem chorągiewkę. Gdy skończyliśmy pokój miał już swój charakter. W kącie leżała piłka do koszykówki, a nad nią przymocowany do ściany kosz, bo Dylan uważał, że się zapomniał w koszykówce i musi poćwiczyć. Tam i ówdzie wisiały plakaty Metsów i jego ulubionych zespołów. Pokój Tylera natomiast wyglądałby prawie tak samo, jak poprzednio, gdyby nie kilka ozdób na biurku i zdjęciach na ścianie nad biurkiem. 
 Po pracy pozwoliliśmy sobie na odpoczynek na kanapie. Crystal ugotowała zupę i podała ją wszystkim, po czym sama usiadła pomiędzy mną, a Dylanem. Nagle usłyszeliśmy chlupot. To Tyler wypluł zupę z powrotem.
- O ludzie! Nie jedzcie tego! Ona chce nas otruć! - mówił wycierając język o koszulkę.
- Co, przesoliłam? - zapytała Crystal unosząc brew.
- Przesoliłaś? Nie. Tej zupie właśnie przydałaby się sól! To jakbyś polizał tyłek babci.
Wszyscy troje wybuchli śmiechem. 
- Co prawda, to prawda. Crys nie umie gotować - wydusiłam, jeszcze chichocząc.
- No wiesz co? - powiedziała Crystal ocierając oczy, jakby płakała, ale ciągle się śmiała.
- Może zamówimy pizze? - zaproponował Dylan.
- Stary... to najlepszy pomysł na jaki mógłbyś wpaść - skomentował Tyler - Ty stawiasz!

 Cała czwórka siedziała na kanapie zajadając pizzę z podwójnym pepperoni i serem, oglądając jakieś głupie komedię. Nie pamiętam kiedy ostatnio się tak dobrze bawiłam, zwłaszcza z Max'em. On zwykle chcę się miziać na kanapie, zamiast pogadać, czy pooglądać jakiś film. Coś czuję, że zostanie w mieście było dobrym pomysłem.





wtorek, 7 kwietnia 2015

01. Perfumy

 Crystal ma niedługo urodziny... Tylko co ja jej do cholery dam? Jak zwykle wchodzę do sklepu, w którym mogę zakupić wszelkiego rodzaju perfumy, od damskich, przez męskie, do odrzucających. Powoli przemieszczam się pomiędzy półkami szukając działu z jej ulubionym zapachem. Crystal jest strasznie przewidywalna, bo jak można było nie zgadnąć, że jej ulubionym zapachem jest cynamon, który najchętniej dodawałaby do wszystkiego.
 W końcu dotarłam do działu, w którym jestem tylko ja i jakiś chłopak. Nie wiedząc czemu przykuł moją uwagę. Miał na sobie rozpiętą koszulę w kratę, T-shirt i ciemne dżinsy. Włosy sterczały mu we wszystkie strony, jakby nigdy nie widział grzebienia. Chłopak wziął do ręki opakowanie perfum, ostrożnie rozpakował i zaczął obracać flaszeczkę pomiędzy palcami. Znalazł guzik i nie zastanawiając się nacisną go. Owocowy zapach wystrzelił mu prosto w nozdrza, powodując straszną kichawę. Zakrył zadarty nos ramieniem, by zaprzestać napadowi. Parsknęłam krótkim śmiechem, a on natychmiast mnie zauważył. Mogłam wreszcie zobaczyć jego twarz. Bursztynowe oczy w których błyszczą kolorowe światełka, zadarty nos, uroczy uśmiech ujawniający jego dołeczki. Słodki. I przystojny. 
  Przyglądał się mi z zaciekawieniem.
- Lubisz cynamon? - powiedział wskazując na flaszeczkę w moim ręku.
- Nienawidzę - parsknęłam - Ale moja przyjaciółka, współlokatorka uwielbia. Ma niedługo urodziny.
- Niedługo, czyli... - zapytał, podchodząc bliżej mnie. Matko, ależ on jest ciekawski.
- Za tydzień.
- Śmieszne - odrzekł krótko. Spojrzałam na niego unosząc znacząco brew. On tylko uśmiechną się jeszcze szerzej. - Za kilka dni wprowadzam się z kolegą do takiej jednej... Ma urodziny właśnie za tydzień.
- Wprowadzasz się za kilka dni, czyli... - naśladuję jego ton, uśmiechając się. Zaśmiał się krótko, po czym powiedział:
- Za dwa dni. Mam mało czasu na spakowanie skarpetek.
Ciekawski, zabawny. Te cechy wydaję się eksploruję najbardziej. Zaśmiałam się i włożyłam perfumy do koszyka.
- J-jestem Dylan - wyjąkał wystawiając rękę. Jezuś! Jaki on jest uroczy kiedy się jąka.
- Holland - uścisnęłam jego dłoń. Miał ciepłą rękę i lekko wilgotne palce. Przeszedł mnie lekki dreszcz, jakby przeprowadzał elektryczność - Przy każdej dziewczynie się tak denerwujesz?
Jezu znowu myślę na głos!
Uśmiechną się odsłaniając białe zęby.
- Chyba tylko przy tobie.
Oboje spojrzeliśmy na swoje dłonie i zdaliśmy sobie sprawę, że nadal się trzymamy. W tym samym czasie cofnęliśmy ręce. Dylan podrapał się po karku rozglądając na boki. W końcu spojrzał mi prosto w oczy.
- Młodo wyglądasz... Studiujesz coś? - po raz kolejny przejawił skłonność do wypytywania o wszystko. Było w tym coś interesującego.
- Tak, aktorstwo. Drugi rok - uśmiechnęłam się do niego. Wyglądał na zaciekawionego i trochę... Podekscytowanego?
- Ja też! Tylko, ja jestem na trzecim.
Te same studia!
- Jak my wcześniej się nie spotkaliśmy! - pomyślałam na głos. Skarciłam się szybko w duchu i spojrzałam w jego bursztynowe oczy.
- Niedawno się wprowadziłem, więc ciesze się, że to w końcu nadeszło - puścił do mnie oko. Matko jaki on jest uroczy!
Spojrzałam na zegarek i o mało nie jęknęłam z rozczarowaniem. Dochodziła czwarta, a ja powiedziałam Crystal, że idę do parku, bo zgubiłam tam portfel, który trzymam teraz przy sobie. 
 Bardzo fajnie mi się z nim rozmawiało. Jest słodki, zabawny, przystojny, mimo, iż nieco onieśmielający.
- Wybacz Dylan, ale muszę już iść - powiedziałam patrząc mu w oczy. 
- Nic nie szkodzi Hol. Mogę ci mówić Hol?
- Jasne - parsknęłam śmiechem. Pomachałam u ręką oddalając się powoli do kasy. 
Na szczęście nie było kolejki, więc mogłam od razu zapłacić za zakupy. Kasjerka była młoda i żuła gumę ze słuchawkami na uszach. Ktoś naprawdę dał jej posadę? Żałosne.
- 39.90 - powiedziała ciamkając.
Zaczęłam grzebać w torebce, gdy usłyszałam brzdęk wyjmowanych monet. Wydaję mi resztę chociaż jeszcze nie zapłaciłam? Podniosłam wzrok i zobaczyłam banknot na blacie. Spojrzałam za siebie i dostrzegłam Dylana opierającego się o drzwi. Mrugnął do mnie po czym bez słowa odszedł. Już miałam za nim krzyczeć, gdy usłyszałam skrzeczący głos kasjerki:
- To Pani chłopak? Chętnie, bym go sobie wzięła - mówiła owijając gumę wokół palca. W głowie zrodził mi się szatański pomysł.
- Ahh... tak! Jesteśmy ze sobą już trzy lata!
Dziewczyna wyglądała na rozczarowaną, więc szybko podała mi resztę i włożyła słuchawki z powrotem do uszu. Z trudem powstrzymywałam śmiech. Głupia naprawdę nie zauważyła jak gadam z nim przez ten cały czas? Żałosne.

***


- Hol! W końcu! Myślałam, że cię tam przykuli! Masz ten portfel? - powiedziała Crystal ściskając mnie.
Crystal z wyglądu wydawała się być moim przeciwieństwem. Ona; szatynka z ciemnymi oczyma i idealnie bladą karnacją. Ja; ruda, zielone oczy, no i trochę bardziej opalona od Crystal. Jednak z charakteru byłyśmy niemal podobne, no... może ja trochę bardziej wredniejsza.
 Wesoło pomachałam jej portmonetką przed nosem. 
- Pieniądze są w środku. Widocznie miałam dużo szczęścia - skłamałam. Na ogół dobrze wychowana przez rodziców lekarzy Holland, phi. Jak przyjdzie co do czego, to nikt się nie połapie kiedy kłamie, a kiedy nie.
- To dobrze, bo widzisz znalazłam nam współlokatorów! - rzekła triumfalnie Crystal.
- I jaka ona jest? 
- Nie "jaka" tylko JAKI - poprawiła mnie kładąc nacisk na ostatnie słowo - A nawet dwóch jakich! Przyjaciele, niedawno się wprowadzili. Za dwa dni mamy się ich spodziewać z walizkami, a jutro przyjeżdża jeden z nich jeszcze raz przyjrzeć się mieszkaniu.
Była strasznie podekscytowana, może to ze względu na płeć?
- Co ty taka w skowronkach? - zapytałam w prost.
- Żebyś ty ich widziała! - westchnęła - Ciacha.
- Pamiętasz imiona?
- Ughh... Jeden Tyler, a drugi... Daniel? 
- Ok, to ja idę do pokoju zrobić... coś - prawie wygadałam się o prezencie. Hol morda na kłódkę i idź gdzieś to schować!
 Pospiesznie weszłam do swojego pokoju i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Mój pokój nie jest zbyt duży, śmiem twierdzić, że nawet mały, z resztą jak każda sypialnia w tym budynku. Fioletowe ściany w niektórych miejscach ponaklejane plakaty. W kącie łóżko, czyli druga z kolei największa rzecz w moim pokoju. Potem drewniana szafa na ubrania, których przyznam, jest sporo. Jest jeszcze komoda na bieliznę i to w sumie wszystko. Otworzyłam szafę w której znajdowały się, idealnie ułożone ciuchy. Zero bałaganu, pod którym mogłabym ukryć prezent urodzinowy. Świetnie. Chowam zatem torbę z perfumami na szafie i zasłaniam wszystkimi torebkami jakimi mam. Oddalam się na kilka kroków i oglądam moje dzieło. może nie jest to super kryjówka, ale jak na początek wystarczy.
 Położyłam się na łóżko i spoglądałam w sufit. Z uśmiechem wspominałam spotkanie z najurokliwszym-facetem-jakiego-spotkałam a.k.a. Dylanem. Skarciłam się w duchu, że nie wzięłam od niego numeru telefonu, albo chociaż nie dałam mu swojego. Gdybym o tym pomyślała wcześniej, może znów usłyszałabym jego głos, a może nawet zaprzyjaźnilibyśmy się? Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam drzemać. 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

No to mamy pierwszą notkę!
Mam nadzieję, że blog się wam spodoba, bo ostatnio coś mną ruszyło
i miałam ochotę napisać o Hol i Dylanie.
Oby mi nie przeszło haha :D