czwartek, 4 czerwca 2015

03. Chyba czas się bliżej poznać

 - Hej, hej Tyler - mówiłam cicho, potrząsając Posey'em - Obudź się.
Wydał z siebie niezrozumiały charkot, więc postawiłam wszystko na jedną kartę.
- WSTAWAJ! - wrzasnęłam mu prosto w ucho. Tyler jak poparzony wyskoczył z łóżka, odrzucając mnie, przynajmniej na metr odległości od niego.
 Wygramolił się z pościeli i usadowił w pozycji siedzącej - Jezu, Holland. Pali się, czy ktoś umiera? - wysapał.
- I jedno i drugie - powiedziałam okręcając się na pięcie, gotowa wyjść z pokoju - Pierwszy dzień szkoły czas zacząć! - i wyszłam.


***


Dylan chwycił oburącz lewę ramię plecaka, powoli zmierzając w stronę naszego auta.
- Pospiesz się! - zatrąbiła kilkakrotnie Crystal.
Chłopak przyspieszył nieznacznie i usiadł na tylnym siedzeniu.
- Pierwsze dni szkoły, są do dupy - odparł opierając się, zapinając przy tym pas.
- Mnie to mówisz? Dziś rano umyłem ręce pięć razy. I myślę, że wypłowiały - skomentował Tyler, pokazując nam swoje, faktycznie nieco jaśniejsze, dłonie.
- Koniec pogaduszek, jedziemy do piekła! 
Crystal nacisnęła z całej siły pedał gazu i ruszyliśmy.


Uczelnia była... no w sumie zwykłą uczelnią. Szliśmy wybrukowanych chodnikiem, a Tyler z Dylanem rozglądali się, zapoznając z otoczeniem.
 Po lewej stronie boiska znajdowało się boisko do koszykówki, na której kilkoro pierwszoroczniaków rzucało do kosza. Po lewej kilka stołów, przy których można było zjeść lunch. 
- Pierwszy od lewej jest nasz - powiedziała Crystal zauważając, czemu przyglądają się nowi - W sensie, razem z Holland często przy nim jemy. Zazwyczaj nikogo tam nie ma.
Weszliśmy przez szklane drzwi, które już nie raz zostały trafione piłką do kosza. Korytarz był wypełniony po brzegi studentami, którzy nawet nie raczyli zwrócić na nas uwagi. Codzienność. 
- Zawsze tak przyjmują nowych? - powiedział Tyler, udając urażonego.
- W zasadzie, to w ogóle ich nie zauważają, póki nie przedstawi ich dyrektor. Co macie pierwsze? 
Wzrok Tylera spoczął teraz na Dylanie, który wyją z kieszeni dżinsów pomiętą kartkę papieru. Jego źrenice przelatywały z góry na dół, szukając odpowiedniego zapisku.
- Improwizację z...
- O Jezu - przerwała mu Crystal. Dylan skupił na niej wzrok unosząc jedną brew - Cyba chcą was pozabijać, w pierwszy dzień. Bourne, jest w cholerę wymagający.
- Aż tak?
Wtedy Crystal zaczęła opowiadać, jak to kiedyś na pierwszym roku, nawrzeszczał na dziewczynę, bo zająknęła się pod koniec kwestii. Według mnie, nie był taki zły. W sumie, to miałam wrażenie, że traktuje mnie ulgowo, co mi nie przeszkadzało aż tak bardzo, jednak czasami czuję się słabsza od innych. Crystal zawsze mówi, że mam lepiej, ale twierdzi tak tylko dlatego, że ubzdurała sobie, że Bourne uwziął się na nią. W sumie miała trochę racji, bo uwziął się na WSZYSTKICH z wyjątkiem mnie. Może boi się, że się rozpłaczę, jak podniesie na mnie głos, czy coś. Nie wiem co we mnie ujrzał, ale mam 99-procentową pewność, że nic dobrego.
- Pewnie sobie czymś zasłużyła...
- Nieważne! Sami się przekonajcie. Korytarzem na lewo, pierwsze drzwi - tłumaczyła Crystal gestykulując przy tym jak najęta. Chwyciła mnie za rękę i pociągnęła na zajęcia z monologu.


***

- Korytarzem na wprost! - sprzeczał się Tyler.
- Mówię ci, że na prawo.
- Chyba stary, przyjebałeś w czyjąś szafkę... Na wprost!
- Jeśli już ktoś w coś przyjebał to ty... Crystal mówiła, że na prawo! 
Było już chyba trzy minuty po dzwonku.
- Na wpro...
- Dziewczyna. - przerwał mu Dylan.
- Co?!
- Choć spytajmy ją - wskazał palcem na blondynkę która miała już pędzić w lewo, kiedy Dylan złapał ją za ramię - Hej, jestem Dylan, a ta szmata, o tu, to Tyler, mój przyjaciel. Jesteśmy nowi i nie wiemy gdzie jest klasa Bourne'a. Orientujesz się może którędy? 
Dziewczyna, nie odrywała wzroku od Dylana, ciągle się uśmiechając.
- Korytarzem w lewo, pierwsze drzwi - odparła w końcu chichocząc.
- Ohh... jednak na lewo... no nic! Stokrotne dzięki - mówił Dylan, po czym cmoknął ją w policzek i pociągną przyjaciela za sobą.
Wparowali do klasy równo pięć minut po dzwonku.
- Dzień dobry! - prawie że wykrzyczał Dylan - Przepraszamy za spóźnienie zgubiliśmy się. Ta szkoła jest taka... - wtedy napotkał surowy wzrok nauczyciela stojącego naprzeciwko nich.
Miał krótkie jasne włosy, i zarost. Na jego twarzy dało się zauważyć kilka zmarszczek, świadczących o jego wieku. Na oko Dylana, mógłby mieć około 40 lat, choć sam chętnie powiedziałby mu, że ma 60. Mimo, iż kąciki jego ust unosiły się nieznacznie, jego wzrok był chłodny. Poczuł jak ogromna gula staje mu w gardle, uniemożliwiając kontynuowanie przemowy.
- O'Brien! Posey! Proszę szybko zająć miejsca. Radziłbym mi nie przerywać - wypowiedział te słowa tak spokojnie, że aż przerażająco.
 Dylan spojrzał na towarzysza i napotkał jego równie przerażone spojrzenie. Kiwną w stronę ławki na końcu środkowego rzędu, i razem poczłapali w tamtym kierunku.
- Ci dwaj, to wasi nowi koledzy. Życzę miłej zabawy w ich towarzystwie - dotarł do nich głos Bourne'a.
Ledwo zdążyli zająć miejsca i nauczyciel znów przemówił:
- Jako, iż nam chamsko przerwano... O'Brien! - Dylan przerażony uniósł wzrok i spojrzał prosto w niebieskie oczy psora - Do mnie.
Powoli wstał z ławki, posyłając ostatnie spojrzenie przyjacielowi, który tylko wzruszył ramionami. Czuł na sobie wzrok całej klasy, gdy zmierzał do belfra. Spokojnie stanął obok profesora, od którego był nieco wyższy i czekał, aż wyda mu polecenie.
- Klasa poda ci jakiś przypadkowy temat, a ty masz go w jakiś sposób przedstawić.
- Bez skryptu? - wymruczał.
- Na tym polega improwizacja chłopcze - usłyszał pomruk, który miał być chyba chichotem klasy.
Czekał w napięciu, aż ktokolwiek poda jakikolwiek temat, drżąc w środku i modląc się, aby był łatwy.
- Zombie - wymruczał ktoś.
- Oklepane - skomentował szybko Bourne.
- Szkoła
- Proszę was...
- Magia
- Nie jesteśmy w Hogwarcie. Błagam jakiś sensowny temat.
- Depresja - ledwo usłyszał głos spod okna, który należał do przerażająco bladego chłopaka z grzywką.
- Słyszałeś O'Brien. Pokarz nam depresję.
Wziął głęboki oddech i już miał mówić, kiedy nagle do klasy wkroczyła ta sama dziewczyna, która wskazała mu drogę do sali.
- Przepraszam za spóźnienie profesorze, ja...
- Kelly! - przerwał jej wpół zdania, podnosząc nieco głos - Spóźnienie. Siadaj na miejsce i siedź cicho.
Wtedy napotkał jej wzrok, utkwiony w nim. Uniósł nieco brew, ale ona tylko przewróciła oczami zmierzając do swojej ławki.
- Kontynuuj O'Brien. Depresja.
Dylan odchrząknął cicho i zamknął oczy, by zaraz otworzyć je, pełne łez.
- Czuję się taki mały. W istocie jestem mały. Najmniejszy. Nikt mnie nie potrzebuje. Każdy olewa. Czuję się jak bańka mydlana. Z początku piękna i zdumiewająca, nadmuchana tylko po to, aby później pęknąć i zniknąć z pamięci ludzkiej na zawsze. Czuję się niepotrzebny. Dzień w dzień zachodzę w głowę, czy ktokolwiek, będzie o mnie pamiętał po śmierci. Może już powinienem pęknąć? Może, Bóg niepotrzebnie dalej trzyma mnie przy życiu, może chcę bym wziął sprawy w swoje ręce? Tak też zrobię. Pęknę.*
Za każdym razem kiedy wymawiał pojedyncze słowo, jego ręce i głos drżały coraz bardziej i bardziej, aż w końcu, kiedy mówił o samobójstwie, zaczął twardnieć.
 Spojrzał na miny klasy. Niektórzy z wrażenia otworzyli usta, inni przyglądali się z szeroko otwartymi oczyma, nawet chłopak z grzywką, wyglądał na pełnego podziwu. Tylko Tyler oparł się nonszalancko, trzymając ręce założone na piersi. Uśmiechał się i kiwał głową, tak jakby to on go wszystkiego nauczył. Nagle po klasie rozległy się oklaski, które zapoczątkowała chyba dziewczyna, którą zapytał wraz z Tylerem o drogę.
- Dobrze O'Brien - wypowiedział spokojnie Bourne, tym samym kończąc oklaski - Wracaj na miejsce, dostajesz sześć, na zachętę, tylko więcej się nie popisuj.
Dylan uśmiechnął się szeroko i powędrował na miejsce cały w skowronkach, pokazując uniesiony kciuk Tylerowi, który poklepał go po plecach szczerząc się.




***


Popędziłam w stronę naszego stoliku i ujrzałam tam Crystal, pałaszującą lunch. Szybko dosiadłam się do niej rzucając tacę na stół i niemal natychmiast powiedziałam:
- Słyszałaś?!
- Jasne. O'Brien nową gwiazdą szkoły - powiedziała, wgryzając się w kanapkę.
- Czyli praktycznie... nic nam o nim nie wiadomo.
- Mhm... prfaktycfnje** - powiedziała z pełną buzią.
Niemal natychmiast dostrzegłam Posey'a z O'Brienem, zmierzających ku nam.
- Witam młode damy - przywitał nas Tyler szamiąc jabłko.
- Witamy króla i jego giermka - odpowiedziała oschle Crystal.
- Nie przesadzasz?
- Nope.
- Co z nią? -szturchnął mnie w ramię Dylan.
- Zazdrości ci talentu. Po prostu się nie docenia.
- Za to przecenia mnie.
- Z tego co słyszałam, to byłeś naprawdę niesamowity. Żałuję, że urodziłam się rok po tobie, mogłabym to wtedy zobaczyć.
Dylan tylko parskną krótkim śmiechem i zajął się jedzeniem, starając się nie słuchać kłótni Tylera i Crystal.
Reszta dnia minęła dość spokojnie, wyrzucając wzmianki Crystal o Dylanie i jego wystąpieniu. Wróciliśmy ze szkoły prawie o tej samej godzinie, gdyż Tyler miał jeszcze zajęcia z reżyserii. Cała trójka z rezygnacją rzuciła się na kanapę.
- Jezu.
- Boże.
- Matko.
Mówiliśmy jednocześnie. Zapadła cisza, przerywana jedynie przez nasze ciężkie oddechy. To był naprawdę ciężki dzień.
- Holl? - zapytał nagle Dylan.
- Tak?
- Możemy porozmawiać?
Poczułam jak coś uwiera mnie w gardło, nie wiem w sumie dlaczego. Przez chwilę cisza nadal trwała aż w końcu wydusiłam z siebie ciche "jasne". Podniosłam się, a Dylan za moim przykładem. Udaliśmy się do mojego pokoju, pozostawiając zdziwioną Crystal samą na kanapie. Zamknęłam za sobą drzwi czekając, aż chłopak coś powie, ale on tylko oparł się o ścianę i patrzył w podłogę. Po chwili ciszy która zdawała się trwać wieczność, wykrztusił:
- Nie będziesz mnie traktować jakoś... no wiesz... inaczej po tym wszystkim co...
- Nie, skądże - przerwałam mu spokojnie - Czemu uważasz, że miałabym cię traktować jakoś inaczej?
- No bo widzisz zachowanie Crystal. Pokłóciła się z Tylerem o mnie. Jakby było się o co kłócić, a ja tylko... zrobiłem to co mi kazał Bourne - powiedział unosząc wzrok na mnie.
- Crystal już taka jest, niedługo jej przejdzie.
Znowu cisza. Kiedy między nami zrobiło się tak... niezręcznie?
- Mogę cię o coś zapytać? - przerwałam ciszę.
- O co tylko chcesz.
- Dlaczego Nowy Jork?
Dylan westchnął ciężko i podszedł do mnie, stając obok.
- Urodziłem się tu. Ale... kiedy miałem 10 lat, mama zmarła na raka - wydobyłam z siebie krótki, zduszony wdech, którego ten albo nie słyszał, albo zignorował - Ojciec bardzo to przeżył. Postanowiliśmy (a właściwie on, bo mi tam było dobrze) wyjechać do Kalifornii***. Kilka miesięcy przed przeprowadzką tu, powiadomiłem tatę, że wracam, że nie wytrzymam tu dłużej. Tęskniłem za domem, za Metsami...
Tu przerwał, chyba czekał na moją reakcję, albo nie miał już nic więcej do powiedzenia.
- Przykro mi... z powodu mamy - wydusiłam po chwili wstrząsu.
Dylan uniósł lekko kąciki ust i nie odzywał się już, więc postawiłam zmienić temat na nieco przyjemniejszy.
- Jak poznałeś Tylera?
- W Nowym Jorku, nasi rodzice się kumplowali. Praktycznie razem się wychowaliśmy. Kiedy tata uświadomił rodziców i samego Tylera o wyjeździe, młody uparł się, że jedzie z nami. W końcu jego starzy się zgodzili i pojechali razem z nami. A jak ty się poznałaś z Crystal? - spojrzał na mnie, tym samym, zmuszając bym ja również spojrzała na niego.
- W podstawówce. Byłam bardzo nieśmiałą dziewczynką, aż w końcu poznałam Crystal. Zaprzyjaźniłyśmy się od razu. Obie chciałyśmy zostać aktorkami... występować na dużym ekranie, poznać przystojnych aktorów - w tym momencie Dylan wydał z siebie uroczy chichot i nie mogłam się powstrzymać od odpowiedzenia tym samym - Nie mogłyśmy bez siebie żyć! W gimnazjum wybrałyśmy te same studia i... tak oto jesteśmy.
Dylan zmierzył mnie uroczym spojrzeniem. Poczułam jak się rumienie. Chłopak, nie przestając słodko się uśmiechać, odgarną mi włosy z twarzy. Uśmiechnęłam się do niego, czując jak policzki płoną mi żywym ogniem.
- Przeszkadzam? - usłyszałam głos i razem z Dylanem odskoczyliśmy od siebie, jak poparzeni.
W drzwiach stała Crystal uroczo się uśmiechając. Chyba chciała wyglądać niewinnie i może by jej się to udało, gdyby nie fakt, że miałam ochotę ją teraz udusić. W sumie nie wiem dlaczego. Może dlatego, że zacznie mnie teraz swatać z Dylanem?
- Nie, nie! - wyjąkał Dylan.
- My tylko rozmawialiśmy - dodałam w pośpiechu.
- Taa, jasne.
- Naprawdę! Poza tym, Holl ma chłopaka.
W tym momencie zarumieniłam się jeszcze bardziej. Crystal chyba wróciła na ziemie, bo zmierzyła mnie spojrzeniem, przymrużając oczy. Uśmiech nie znikał z jej twarzy, kiedy mówiła:
- Jak tam chcecie. Tyler przyszedł, tym razem on gotuję.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zaczyna coś iskrzyć pomiędzy Holl i Dylanem :D Może troszkę za szybko, no ale nie mogłam się powstrzymać od umieszczenia jakiejś słodkiej scenki pomiędzy nimi.

*Tekst mojego autorstwa, inspirowane postacią Willa z książki "Will Grayson, Will Grayson"
**Błąd celowy
***Dylan naprawdę dorastał w Kalifornii, jednak przeniósł się tam w wieku 12, nie 10 lat