Zamknął za sobą drzwi i zaczął się do mnie przybliżać.
- Max odwal się - powiedziałam kładąc ręce na jego klatce piersiowej, próbując go odepchnąć.
- Przestań Holl - powiedział będąc już naprawdę blisko mnie - Jeszcze niedawno cię to radowało.
Gdy nachylał się, by mnie pocałować szybko odwróciłam głowę w drugą stronę, ale on się nie poddawał.
- No dawaj, wiem że za tym tęsknisz.
- Nie, Max ja...
- Powiedziała nie - usłyszałam niski głos Dylana. Chłopak miał groźny wyraz twarzy, którym obdarzał teraz mojego chłopaka - To takie trudne słowo? Przecież ma tylko trzy litery.
Max brutalnie popchnął mnie na ścianę, przez co uderzyłam się głową o coś twardego. Dylan chciał do mnie podbiec, ale Max skutecznie go powstrzymał ruchem ręki.
- Kim ty jesteś, że mi rozkazujesz? - wydyszał mu prosto w twarz.
- A kim ty jesteś, żeby ją bić! - wykrzyknął mijając Max'a i podbiegając do mnie - Nic ci nie jest? - zapytał łagodnym głosem.
- Przeżyję - odpowiedziałam zmuszając się do uśmiechu.
Chłopak, chyba mi nie uwierzył, bo odgarnął mi włosy w miejscu w którym się uderzyłam. Badawczym wzrokiem obejrzał to miejsce, po czym złapał mnie za rękę i wyprowadził. Gdy wyszliśmy ze szkoły powiedział:
- Idziemy do szpitala.
- Co? Nie! - zaprotestowałam.
- Holl, masz rozciętą skórę na głowie! - odrzekł zatrzymując się - Lekarz musi to zobaczyć! A co jeśli jest to poważniejsze niż nam się wydaje? Ten dupek gorzko pożałuję!
- Dylan! - przerwałam mu - Nie mieszaj się w to, błagam. Max może ci zrobić krzywdę.
- Nie boję się go.
- Ale ja boję się o Ciebie! - wykrzyknęłam tupiąc nogą. Dylan wydawał się złagodnieć. Spojrzałam prosto w jego przepiękne, bursztynowe oczy i... O matko. Chyba oszalałam, bo miałam ochotę go pocałować.
- Jeśli Cię skrzywdzi, przemebluje mu twarz - skomentował krótko i pociągnął mnie dalej do wyjścia.
***
- Kim był ten skurwiel?! - krzyczał Max prosto do telefonu.
Nawet nie wiem dlaczego odebrałam, po incydencie w składziku ostatnią rzeczą jakiej mi trzeba, jest rozmawianie z Maxem. Na szczęście Dylan jest z Tylerem na meczu baseballowym, więc nie muszę się martwić, że coś usłyszy. Nie chcę, żeby się chłopak martwił.
- Mój nowy współlokator i nie skurwiel, tylko Dylan!
- Zabujałaś się w nim?! Holl do jasnej cholery! Obiecuję znajdę go i zatłukę! Obiecuję! - i rozłączył się. Nawet nie miałam szansy na niego nawrzeszczeć.
Po godzinie chłopaki wpadli do domu cali umalowani na pomarańczowo i niebiesko.
- Metsi wygrali! - krzyczał Tyler.
Dylan głośno zatrąbił w plastikową trąbkę z logiem Metsów, a ja chyba właśnie ogłuchłam.
- Debile! - skarciła ich Crystal - Nie tylko my tu mieszkamy!
Dylan podejrzliwie zmierzył nas obie wzrokiem. Dopiero teraz się zorientowali, że mamy na sobie sukienki. Ja miałam srebrną sukienkę do połowy uda, czarne szpilki i włosy zgrabnie spięte w kok. Crystal natomiast, nieco odważniejszą, czarną miniówkę i czarne szpilki. Włosy pofalowała lokówką, pozwalając im opadać na ramiona.
- Wow - wzrok Dylana zawiesił się na mnie - Wyglądasz ekstra! Gdzie się wybieramy?
Poczułam jak policzki mi płoną pod makijażem. Chwała Crystal, że opowiedziała za mnie, bo chyba palnęłabym jakieś głupoty.
- Na imprezkę! Jeśli chcecie iść to lepiej się ruszcie, zaraz wychodzimy.
Chłopcom nie trzeba było dłużej powtarzać. Zaczęli się przepychać; Tyler by zmyć pomarańczowo-niebieską twarz, a Dylan by zrobić sobie miejsce do pokoju.
Po kilku minutach stali przed nami gotowi. Dylan miał ciemne dżinsy, niebieski t-shirt, a na to narzuconą koszulę w kratę. Tyler postawił na prostotę; dżinsy i koszulka. Zanim się obejrzeliśmy byliśmy na miejscu.
***
Od dawna się tak nie bawiłam! Tego mi było trzeba, odrobiny szaleństwa w gronie znajomych. Właśnie kończyłam tańczyć, już trzecią z rzędu piosenkę z Crystal. Kiedy muzyka zatrzymała się na chwilę, by ustąpić miejsca nowej, ja zaproponowałam, że pójdę się napić. Przy barze stał Dylan dopijający swoje piwo.
- Jak się bawisz? - spróbował przekrzyczeć muzykę.
- Zajebiście - odkrzyknęłam zamawiając drinka.
Ledwo upiłam łyka swojego Martini, a Dylan poprosił mnie do tańca. Co było dziwne, z obcymi facetami tańczyłam bez problemu, nie wstydząc się, tak teraz poczułam jak policzki płoną żywym ogniem. Oczywiście zgodziłam się i już byliśmy na parkiecie podrygując przy rytmie piosenki.
Przetańczyliśmy chyba z pięć, po czym Dylan zaproponował, że pójdzie po coś do picia. Pokiwałam głową, więc chłopak natychmiast zniknął w tłumie, przepychając się do baru. Nagle mój telefon zawibrował. Wyjęłam go i odczytałam wiadomość czując, jak staje mi serce.
Od: Max
Jesteś na tej imprezie prawda? Czy Dylan jest z tobą?
Cholera, on też tu jest. Szybko odpisałam i schowałam telefon, wracając do tańczenia.
Od: Ja
Nie, nie ma go. Daj sobie spokój.
Rany! Dylan bez wahania stwierdził, że to najlepsza impreza jego życia. Przepychał się pomiędzy tańczącym tłumem pijanych już nastolatków. Podbiegł do baru i zamówił dwa piwa. Ledwo złożył zamówienie, a poczuł jak ktoś szturcha go w ramię. Myśląc, że to Holland obrócił się z uśmiechem, który jednak szybko zniknął, kiedy zobaczył kto go zaczepił.
- Czego chcesz Max? - zapytał wzdychając.
- Odczep się od Holland - powiedział bez ogródek blondyn. Nie wyglądał dość przyjaźnie, jednak to nie zraziło Dylana.
- Słuchaj, jestem jej współlokatorem, nie mogę się tak po prostu od niej odczepić. Zwłaszcza jeśli ma nieokrzesanego chłopaka z problemami z agresją - ledwo powiedział te słowa i dostał od niego w szczękę.
Nie dał się zastraszyć, o nie. Ten chłopak raz na zawsze popamięta Dylana O'Briena! Nie tracąc czasu na przemyślenia, rzucił się na chłopaka z pięściami.Uderzył go z całej siły w nos, przez co ten upadł. Tłum natychmiastowo się rozstąpił, ułatwiając Dylanowi przygniecenie go do podłogi. Siedział mu na klatce piersiowej grzmocąc raz po raz w twarz i w brzuch. Max wystrzelił nogi do góry przez co ten poleciał do góry, lądując następnie na plecach. Zamienili się miejsca i teraz to on uderzał go z całej siły w twarz.
Od: Max
Jesteś na tej imprezie prawda? Czy Dylan jest z tobą?
Cholera, on też tu jest. Szybko odpisałam i schowałam telefon, wracając do tańczenia.
Od: Ja
Nie, nie ma go. Daj sobie spokój.
Rany! Dylan bez wahania stwierdził, że to najlepsza impreza jego życia. Przepychał się pomiędzy tańczącym tłumem pijanych już nastolatków. Podbiegł do baru i zamówił dwa piwa. Ledwo złożył zamówienie, a poczuł jak ktoś szturcha go w ramię. Myśląc, że to Holland obrócił się z uśmiechem, który jednak szybko zniknął, kiedy zobaczył kto go zaczepił.
- Czego chcesz Max? - zapytał wzdychając.
- Odczep się od Holland - powiedział bez ogródek blondyn. Nie wyglądał dość przyjaźnie, jednak to nie zraziło Dylana.
- Słuchaj, jestem jej współlokatorem, nie mogę się tak po prostu od niej odczepić. Zwłaszcza jeśli ma nieokrzesanego chłopaka z problemami z agresją - ledwo powiedział te słowa i dostał od niego w szczękę.
Nie dał się zastraszyć, o nie. Ten chłopak raz na zawsze popamięta Dylana O'Briena! Nie tracąc czasu na przemyślenia, rzucił się na chłopaka z pięściami.Uderzył go z całej siły w nos, przez co ten upadł. Tłum natychmiastowo się rozstąpił, ułatwiając Dylanowi przygniecenie go do podłogi. Siedział mu na klatce piersiowej grzmocąc raz po raz w twarz i w brzuch. Max wystrzelił nogi do góry przez co ten poleciał do góry, lądując następnie na plecach. Zamienili się miejsca i teraz to on uderzał go z całej siły w twarz.
***
Nagle podbiegła do mnie Crystal z Tylerem, wyglądali na zaniepokojonych.
- Co się dzieje?- zapytałam przerywając taniec.
- Dylan! - wykrzyknął Tyler.
- Max go znalazł - dopełniła wypowiedź Crystal.
Tyle mi wystarczyło. Cholera, przecież on może zrobić mu krzywdę! Crys chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w stronę baru. Na podłodze zobaczyłam Max'a, który siedział na klatce piersiowej Dylana uderzając go w twarz z siłą torpedy. On też nie wyglądał najlepiej' miał ogromnego siniaka na szczęce, a z nosa sączyła mu się krew. Serce mi zamarło, kiedy zobaczyłam Dylana; cały we krwi, która przysłaniała mu widoczność. Zaczynał się dławić czerwoną cieczą, która skapywała mu dosłownie na całą powierzchnię twarzy.
- Max pieprzony gnojku! - ryknęłam na cały głos. Mój chłopak oderwał się od, prawie nieprzytomnego Dylana i spojrzał mi w oczy - Z nami koniec skurwysynu! Słyszałeś? Koniec!
Wyglądał na zaskoczonego. Podbiegł do mnie i zaczynał coś mówić, silnie gestykulując, jednak odepchnęłam go z całą siłą w tłum i podbiegłam z Tylerem do Dylana.
- Nic ci nie jest? - zapytał podnosząc go z ziemi.
Chłopak wymruczał coś o jedzeniu i więcej nic nie mówił, tylko jęczał z bólu. Tyler skinął w moją stronę, abym mu pomogła, więc wzięłam go pod drugie ramię i pobiegliśmy do samochodu.
***
Tyler o dziwo nie wypił ani kropli alkoholu, więc mógł dalej prowadzić. Siedziałam na tylnym siedzeniu pilnując Dylana, który leżał, z głową na moich udach. Głaskałam go po włosach i szeptałam, że wszystko będzie ok, jednak w środku denerwowałam się jak cholera. Chłopak wydawał się powoli uspokajać, a nawet zasnął na krótko.
- Umrę tutaj? - wymruczał dotykając swojej czerwonej od krwi twarzy.
- Nic ci nie będzie - wyszeptałam, nachylając się nad nim - Obiecuję - pocałowałam go w czoło.
Dylan powoli się odprężył.
- Jesteśmy! - zawołał Tyler.
Podniosłam wzrok i rzeczywiście, wjeżdżaliśmy już na parking koło szpitala. Tyler szybko zaparkował i wyskoczył z wozu, jak oparzony.
Doktorzy szybko zajęli się Dylanem, widząc w jakim jest stanie. Oczyścili rany, założyli kilka szwów nad łukiem brwiowym i gips na lewą rękę. Staliśmy teraz z Tylerem i Crystal nad łóżkiem posiniaczonego O'Brien'a, który kłócił się z lekarzami.
- Nic mi nie jest - upierał się.
- Chłopcze, porządnie cię pobili, musisz odpoczywać - tłumaczył lekarz poprawiając stetoskop na szyi.
- Ale... - przerwał łapiąc cię za głowę.
- A widzisz! - powiedział doktor z satysfakcją - Migreny. Odpoczywaj, ja pójdę do innych pacjentów.
Chłopak ze złością opadł na poduszki i popatrzył na nas.
- Serio nic mi nie jest.
- Aha, a mój kot jest prezydentem - skwitował Tyler zakładając ręce na piersi.
- Nie masz kota - wymruczał Dylan podciągając się do pozycji siedzącej.
- O to chodzi.
- Dobra, skończmy dyskusje o wyimaginowanym kocie Tylera i wynośmy się z tego szpitala w cholerę! - nagle wybuchł gestykulując silnie. Przez chwilę zamiast jego twarzy widziałam Maxa na imprezie. Gestykulował tak samo.
- Jezu! - Crystal wyrzuciła ręce w górę i usiadła na skraju łóżka Dylana - Jesteś niepoważny! Widziałeś się w lustrze?
Na te słowa ręce Dylana powędrowały do swojej twarzy macając nos, czoło i usta. Chyba wyczuł szwy na brwi, bo zmarszczył nieco brwi czując ich chropowatą teksture. Wymacał też guza na skroni, który wyrósł mu zapewne po spotkaniu z posadzką.
- Ale... - zaczął, opuszczając ręce - Nadal jestem przystojny?
Na jego słowa chcąc nie chcąc, wszyscy parsknęli śmiechem. Paru lekarzy zwróciło na nas uwagę z uśmiechem błądzącym na ich twarzach, jednak szybko zajęli się swoimi sprawami.
- Tak, nadal możesz wyrywać laski stary. Tylko jako Quasimodo - odpowiedział Tyler dławiąc śmiech, kiedy na jego słowa twarz Dylana przybrała przerażony wyraz.
- On żartuje - powiedziałam przez śmiech. Na moje słowa Dylan odetchnął z ulgą i również zaczął chichotać pod nosem.
- A wiadomo kiedy dostane wypis?
- Za dwa dni jak obejdzie się bez powikłań - odpowiedziała Crystal.
- Bożeeee! - jęknął - Nie da się szybciej?
- A chcesz usłyszeć z rana, że potwór pałęta się po NY? Nie? To siedź gdzie siedzisz - odparł Tyler klepiąc przyjaciela po ramieniu, kiedy ten burknął jakieś przekleństwo pod adresem przyjaciela.
- Niedługo stąd wyjdziesz, a wtedy ugotujesz nam przepyszny obiad - odparłam z uśmiechem widząc jego zdziwioną twarz.
- O czym ona mówi? - zwrócił się do Crystal, która zaśmiała się kręcąc lekko głową.
- Za dwa dni ty gotujesz.
- O matkooo - jęknął przeciągle chowając twarz w dłoniach - Dobije mnie ktoś!
----------------------------------------------------------
Bam! Wracam niczym Crystal do Wolfa ( ͡° ͜ʖ ͡°) poza tym zastanawiam się czy nie przenieść historii na Wattpada, ale to jeszcze niepewne
- Nie masz kota - wymruczał Dylan podciągając się do pozycji siedzącej.
- O to chodzi.
- Dobra, skończmy dyskusje o wyimaginowanym kocie Tylera i wynośmy się z tego szpitala w cholerę! - nagle wybuchł gestykulując silnie. Przez chwilę zamiast jego twarzy widziałam Maxa na imprezie. Gestykulował tak samo.
- Jezu! - Crystal wyrzuciła ręce w górę i usiadła na skraju łóżka Dylana - Jesteś niepoważny! Widziałeś się w lustrze?
Na te słowa ręce Dylana powędrowały do swojej twarzy macając nos, czoło i usta. Chyba wyczuł szwy na brwi, bo zmarszczył nieco brwi czując ich chropowatą teksture. Wymacał też guza na skroni, który wyrósł mu zapewne po spotkaniu z posadzką.
- Ale... - zaczął, opuszczając ręce - Nadal jestem przystojny?
Na jego słowa chcąc nie chcąc, wszyscy parsknęli śmiechem. Paru lekarzy zwróciło na nas uwagę z uśmiechem błądzącym na ich twarzach, jednak szybko zajęli się swoimi sprawami.
- Tak, nadal możesz wyrywać laski stary. Tylko jako Quasimodo - odpowiedział Tyler dławiąc śmiech, kiedy na jego słowa twarz Dylana przybrała przerażony wyraz.
- On żartuje - powiedziałam przez śmiech. Na moje słowa Dylan odetchnął z ulgą i również zaczął chichotać pod nosem.
- A wiadomo kiedy dostane wypis?
- Za dwa dni jak obejdzie się bez powikłań - odpowiedziała Crystal.
- Bożeeee! - jęknął - Nie da się szybciej?
- A chcesz usłyszeć z rana, że potwór pałęta się po NY? Nie? To siedź gdzie siedzisz - odparł Tyler klepiąc przyjaciela po ramieniu, kiedy ten burknął jakieś przekleństwo pod adresem przyjaciela.
- Niedługo stąd wyjdziesz, a wtedy ugotujesz nam przepyszny obiad - odparłam z uśmiechem widząc jego zdziwioną twarz.
- O czym ona mówi? - zwrócił się do Crystal, która zaśmiała się kręcąc lekko głową.
- Za dwa dni ty gotujesz.
- O matkooo - jęknął przeciągle chowając twarz w dłoniach - Dobije mnie ktoś!
----------------------------------------------------------
Bam! Wracam niczym Crystal do Wolfa ( ͡° ͜ʖ ͡°) poza tym zastanawiam się czy nie przenieść historii na Wattpada, ale to jeszcze niepewne