Usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Crys! Możesz otworzyć drzwi? - zawołałam. Do moich uszu doszedł tylko pomruk niezadowolenia i już wiedziałam, że nie wygram. Ciężkim krokiem poczłapałam do drzwi.
Moim oczom ukazał się młody chłopak z ciemną karnacją. Miał czarne włosy i szczenięce oczka, które wydawały się całkiem czarne. Można było zauważyć, że ma lekko przekrzywioną szczękę.
- Hej, jestem Tyler - uśmiechną się i podał mi rękę, którą uścisnęłam prawie natychmiast.
- Holland, ale możesz mi mówić Holl - odparłam krótko, odwzajemniając uśmiech. Gestem zaprosiłam go do środka. Obejrzał się za siebie, jakby na kogoś czekając i przekroczył próg mieszkania.
- Crys! Możesz otworzyć drzwi? - zawołałam. Do moich uszu doszedł tylko pomruk niezadowolenia i już wiedziałam, że nie wygram. Ciężkim krokiem poczłapałam do drzwi.
Moim oczom ukazał się młody chłopak z ciemną karnacją. Miał czarne włosy i szczenięce oczka, które wydawały się całkiem czarne. Można było zauważyć, że ma lekko przekrzywioną szczękę.
- Hej, jestem Tyler - uśmiechną się i podał mi rękę, którą uścisnęłam prawie natychmiast.
- Holland, ale możesz mi mówić Holl - odparłam krótko, odwzajemniając uśmiech. Gestem zaprosiłam go do środka. Obejrzał się za siebie, jakby na kogoś czekając i przekroczył próg mieszkania.
Przeszedł przez wąski korytarz. Znajdowało się w nim jedynie kilka półek na książki i album, oraz wieszak na ubrania. Gość przytrzymał się na chwilę by obejrzeć zdjęcia zawieszone na ścianach. Na niektórych byłam ja z Crystal, a na jeszcze innych rozmaite krajobrazy.
- Umm... przepraszam. Nie zapytałem, czy mogę - speszył się widząc, ze obserwuję co robi. Odparłam krótko, że nie przeszkadza mi to i poszliśmy dalej.
Na lewej ścianie korytarza były drzwi prowadzące do mojego pokoju, a dalej do pokoju Crys. Po prawej przejście do salonu. Prosto zaś łazienka. Tyler bez zastanowienia poszedł w stronę salonu, a ja tuż za nim. Salon był największym pomieszczeniem w mieszkaniu; była tam plazma zawieszona na głównej ściance, skórzana kanapa, szklany stolik na kawę, na którym walały się czasopisma. Oprócz tego komody na bibeloty Crystal, oraz puchowy dywan (również Crys). Salon był połączony z kuchnią, a kuchnia jak kuchnia; średniego rozmiaru z podstawowymi akcesoriami.
- No, no - skomentował krótko - Na żywo wygląda to zupełnie inaczej.
Nie wiedziałam jak odpowiedzieć, więc tylko uśmiechnęłam się serdecznie i wbiłam wzrok w podłogę. W salonie znajdowały się jeszcze dwoje drzwi, czyli pokoje w których mieli zamieszkać Tyler wraz ze swoim kolegą. A właściwie, to gdzie on jest? Nie powinien obejrzeć mieszkania razem z nim? Może opis na ogłoszeniu zupełnie mu wystarczył, albo chcę mieć niespodziankę?
- Tam są drzwi do naszych pokoi?
Podniosłam wzrok i ujrzałam go stojącego przy białych drzwiach.
- Emm, tak. Na lewo do twojego, na prawo do...
- Hej! - usłyszałam za sobą słodki głos Crystal.
Dziewczyna zmierzła w stronę gościa odsłaniając rząd idealnie równych i białych zębów. Była odstawiona, jak woźny na dzień nauczyciela. Legginsy, kurtka dżinsowa i jakiś podkoszulek. Włosy spięła w kok, pozwalając pojedynczym kosmykom wydostać się na wolność.
- Hej! Tyler - uścisną dziewczynę - Crystal prawda?
- Myhym, ale wolę Crys - podsumowała dziewczyna nie przestając się szczerzyć. Poważnie! Gdybym jej nie znała myślałabym, że ma paraliż twarzy - To obejrzymy twój pokój?
Oboje wkroczyli do średniej wielkości pokoju z zielonymi ścianami. Znajdowała się tam kanapa i łóżko upchnięte w rogu. Na głównej ścianie biurko, nad nim półka. Oczywiście Crystal musiała wsadzić tam puchowy dywanik, który tak kocha.
Usłyszałam pojedyncze dzwonki do drzwi, przerywane pukaniem. Dzieciaki znów robią sobie żary? Poddenerwowana poszłam odtworzyć i już gotowa unieść głos na bandę smarkaczy szarpnęłam za klamkę. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy w drzwiach ujrzałam Dylana. Chłopak również zdziwiony, nie ukrywał uśmiechu i podekscytowania.
- Holland? - powiedział chichocząc.
- Czyli to do mnie wprowadza się twój, chudy tyłek - zażartowałam, może trochę zbyt bezpośrednio, jednak Dylan zaśmiał się, co oznaczało, że nie dałam plamy.
Uściskaliśmy się szybko i oprowadziłam go po mieszkaniu. Jego pokój różnił się od pokoju Tylera, jedynie kolorem ścian, gdyż Dylan, kiedy gadał z Crystal przez telefon kilka miesięcy temu, zażyczył sobie granatowe ściany.
- Fajny dywanik - podsumował trąc skarpetkami o wspomniany wcześniej dywan.
- Pomysł Crystal. Uwielbia te puchate...
- Widzę, że już poznałaś Dylana - ni z tego, ni z owego za mną pojawił się Tyler i Crystal.
- Tak, spotkaliśmy się w skle... Au! - nadepnęłam niezauważalnie na stopę Dylana, a ten posłał mi zdziwione spojrzenie.
- W parku, kiedy szukałam portfela - mrugnęłam porozumiewawczo w jego stronę. Wydawał się rozumieć moje intencję.
- No tak. W parku. Szukała portfela. Znalazła. - próbował wybrnąć z sytuacji. Tyler z Crystal patrzyli na nas otumanieni, więc szybko zaproponowałam, że zrobię kawę.
Stałam w kuchni podczas, gdy towarzysze siedzieli w salonie oglądając jakiś głupi teleturniej i co jakiś czas wybuchając śmiechem. Tyler i Dylan byli bardzo mili i zabawni, czyli powinno się z nimi przyjemnie mieszkać.
Stałam w kuchni podczas, gdy towarzysze siedzieli w salonie oglądając jakiś głupi teleturniej i co jakiś czas wybuchając śmiechem. Tyler i Dylan byli bardzo mili i zabawni, czyli powinno się z nimi przyjemnie mieszkać.
- Uważaj, bo przyśniesz nad tym ekspresem - usłyszałam za sobą głos Dylana i aż podskoczyłam. Faktycznie zamyśliłam się na długo.
- Człowieku, nie strasz! - odparłam łapiąc się za serce, udając, że mam zawał. Chłopak uśmiechną się odsłaniając zęby. Nagle poczułam w kieszeni burczenie. Mój telefon. - Przepraszam - powiedziałam szybko.
Spojrzałam na wyświetlacz. Max. Mój chłopak. Niedawno się pokłóciliśmy (warto dodać, że trzeci raz w tygodniu) znowu o to samo. Max nalega bym wyjechała z nim do Los Angeles, ale mi jest dobrze tu. W Nowym Yorku, z Crystal. Od czasu kłótni Max ciągle wydzwania, jednak zazwyczaj go olewam. Nie wiem co mnie do tego skusiło, ale tym razem odebrałam.
- Czego chcesz? - rzekłam oschle.
- Holl, proszę porozmawiajmy - usłyszałam jego głos w słuchawce.
- Tak się składa, że aktualnie nie mam czasu.
- Wprowadzili się?
- Oglądają dom. Poza tym! Nie twój zasrany interes.
- Tak się składa, że mój. Dwójka nieznajomych facetów wprowadza się do mojej dziewczyny i co, ja mam się nie martwić? - jego głos był spokojny, ale było w nim coś, co mnie zaniepokoiło. Tak właśnie brzmi chłopak, który za wszelką cenę chce być spokojny, ale jednocześnie w środku cały się gotuję.
- Słuchaj, ta rozmowa już tak od godziny nie ma sensu. Nie pojadę z tobą. Słyszysz? NIE. Więc skończ już te dziecinną gadkę, jak bardzo mnie kochasz i się o mnie troszczysz.
- Chociaż to przemyśl...
- Nie! - przerwałam mu w połowie zdania - Już zadecydowałam, a jeśli nie umiesz tego przyjąć do wiadomości, to już twój problem. Cześć.
Szybko się rozłączyłam zanim chłopak zaczął swoją gadkę od nowa.
- Chłopak? - głos Dylana był jakiś inny. Nie był już wypełniony po brzegi radością, teraz brzmiał troskliwie i spokojnie.
- Tak - wymruczałam tylko. Odwróciłam się do niego przodem. - Namawia mnie do wyjazdu z nim.
- Ale... Chyba ty nie chcesz...
- Nie! - przerwałam mu szybko - Wolę zostać tu, z wami.
Dylan uśmiechną się, ale jego oczy nadal wyrażały troskę. Co z tym chłopakiem jest nie tak? Czemu nie mogę go rozgryźć?
- Może ja się nie będę wtrącać. No wiesz... słabo się znamy.
- Nic nie szkodzi - uśmiechnęłam się.
Chłopak powoli odwrócił się i dołączył z powrotem do śmiejących się przyjaciół.
***
Chłopaki z wysiłkiem taszczyli ciężkie pudła, w których mieli swoje rzeczy osobiste.
- Jezu! Nawet ja nie mam tylu bibelotów co wy! - skomentowała Crystal otwierając drzwi do mieszkania.
- Może mniej gadania, więcej pomagania! - zawołał Dylan zza pudła. Crystal popatrzyła mi w oczy i skinęła głową w stronę Dylana i Tylera.
Na policzkach mieli czerwone plamy, a na czołach kropelki potu. Dyla nadął policzki z wysiłku, przez co wyglądał jeszcze bardziej zabawnie. Tyler natomiast szybko wsysał i wypuszczał powietrze ustami, zapluwając się od czasu do czasu. Nie mogłam się powstrzymać od parsknięcia śmiechem.
- No nie przesadzaj! - wysapał Tyler - Aż tak śmiesznie nie wyglądamy!
- Wyglądacie - powiedziałam równocześnie z Crystal. Ostatecznie pomogłyśmy im przenieść pudła do ich pokoi.
Crystal zaproponowała pomoc Tylerowi, zatem mi pozostał Dylan. Weszłam do jego pokoju, gdzie już wkładał skarpetki do szuflad. Podeszłam bliżej i zobaczyłam, że w pudełku leży chorągiewka Metsów. Wyjęłam ją i pomachałam.
- Wiesz, że gdybyś się pozbył takich pierdół jak te, miałbyś mniej do taszczenia?
Dylan odwrócił się i wyrwał mi chorągiewkę, szczerząc się przy tym jak zwykle.
- Oddaj! Metsi to nie pierdoły!
Rozpakowywanie się minęło nam na żartach i wygłupach. Tyler i Crystal wcześniej skończyli, zatem dołączyli do nas. Dylan wziął młotek i gwóźdź i przybił do ściany nad biurkiem chorągiewkę. Gdy skończyliśmy pokój miał już swój charakter. W kącie leżała piłka do koszykówki, a nad nią przymocowany do ściany kosz, bo Dylan uważał, że się zapomniał w koszykówce i musi poćwiczyć. Tam i ówdzie wisiały plakaty Metsów i jego ulubionych zespołów. Pokój Tylera natomiast wyglądałby prawie tak samo, jak poprzednio, gdyby nie kilka ozdób na biurku i zdjęciach na ścianie nad biurkiem.
Po pracy pozwoliliśmy sobie na odpoczynek na kanapie. Crystal ugotowała zupę i podała ją wszystkim, po czym sama usiadła pomiędzy mną, a Dylanem. Nagle usłyszeliśmy chlupot. To Tyler wypluł zupę z powrotem.
- O ludzie! Nie jedzcie tego! Ona chce nas otruć! - mówił wycierając język o koszulkę.
- Co, przesoliłam? - zapytała Crystal unosząc brew.
- Przesoliłaś? Nie. Tej zupie właśnie przydałaby się sól! To jakbyś polizał tyłek babci.
Wszyscy troje wybuchli śmiechem.
- Co prawda, to prawda. Crys nie umie gotować - wydusiłam, jeszcze chichocząc.
- No wiesz co? - powiedziała Crystal ocierając oczy, jakby płakała, ale ciągle się śmiała.
- Może zamówimy pizze? - zaproponował Dylan.
- Stary... to najlepszy pomysł na jaki mógłbyś wpaść - skomentował Tyler - Ty stawiasz!
Cała czwórka siedziała na kanapie zajadając pizzę z podwójnym pepperoni i serem, oglądając jakieś głupie komedię. Nie pamiętam kiedy ostatnio się tak dobrze bawiłam, zwłaszcza z Max'em. On zwykle chcę się miziać na kanapie, zamiast pogadać, czy pooglądać jakiś film. Coś czuję, że zostanie w mieście było dobrym pomysłem.
